Przejdź do treści

[narty] Kaszubska Wyrypa: Kartuzy - Wieżyca

I kolejna udana wyrypa. Taka w typie co się zowie. Trasa bardzo atrakcyjna i urozmaicona. Zaskoczył mnie dobry (pod względem narciarskim) stan dróg leśnych w lesie kartuskim. Godny polecania jest punkt widokowy na G. Biskupiej (Tamowa). Niemniej na trasie tyle było przewyższeń, ekspozycji i atrakcyjnych miejsc, że wszystko zlewa mi się w jeden narciarski film, który jeszcze odtwarza mi się jak tylko zamknę oczy (zupełnie jak w jutubie). To taki haj powyrypowy :).

Co do warunków to były trudne ze względu na odwilżowy mokry i ciężki śnieg. Torowanie to już nie taki lajcik jak tydzień temu. Tym razem była to ciężka orka. No w końcu mieliśmy przecież zaorać warun ;). Niemniej to jeszcze nie takie przecieranie szlaku o jakich czytało się w książkach Jacka Londyna (patrzaj "niedźwiedzie mięso"), więc ambitnie w ramach wprawki kondycyjnej nawet nie próbowałem zarządzać karuzeli (torowanie na tzw. małą/ dużą karuzelę). Ale to właśnie jedna z rzeczy, którą lubię w jeżdżeniu poza trasami - odciskanie własnego śladu w dziewiczej śniegoprzestrzeni. Poza tym nawet trudno by było efektywnie robić to na zmianę, bo miałem najszersze narty. Niemniej dzisiejszym efektem całodziennego torowania w ciężkim śniegu jest boląca łękotka :/. Jutro przejdzie.

Co to ekipy to pod kilkoma względami nierówna, ale całkiem zgrana. U Ksawerego mogłem po raz kolejny obserwować jego talenty animatorskie. Jeszcze nie zdążyliśmy dojechać PKSem do Kartuz, a machina integracyjno-towarzyska działała pełną parą. W kolejce powrotnej mieliśmy nawet własnego konduktora, który zaczął nam opowiadać historie swojego życia (m.in. pielenie ziemiaków i przerabianie wyrwanego piołunu na absynt ;). Agnieszka mimo, iż wcześniej nie miała do czynienia z przełajami narciarskimi (tylko biegówkowa jazda), niczym się nie zrażała i każdy nowy problem terenowy do rozwiązania witała entuzjastycznie. Ba, miałem wrażenie, że pod koniec nie mogła się doczekać kolejnego wyzwania :). I tu dla mnie minus za wyrywanie się do przodu na trasowanie (sic!) przez co trochę zaniedbywałem końcówkę naszego korowodu, który na trudniejszych odcinkach nieco się rozciągał. Ale tu właśnie wkraczał Emil, który robił za latarnię, wspierając na tyłach radą i dbając byśmy martwych nie zostawiali za sobą :). I za to dzięki. Skwapliwie z tego korzystałem.

Jako, że lubię rozprawiać o sprzęcie... mieliśmy niemal cały przegląd sprzętu nodryckiego. Agnieszka i Ksawery mieli tzw. narty touringowe (rekreacyjna biegówka), a Emil i ja - przełajowe: BC70 i BC90.
Biegówkowicze w porównaniu do przełajowców nie mając krawędzi i talii mieli trudniej na wszelkich technicznych odcinkach, ale za to w założonym śladzie i po ubitym sunęli o wiele lżej. Coś za coś...
Automatyczne wiązania biegowe Agnieszki potwierdziły tezę o potencjalnej problematyczności tego rodzaju wiązań w turystyce. Raz potrzebna była akcja ratunkowa z użyciem drutu by uruchomić zapchane wiązanie, gdyż nie dało się wpiąć buta. Wiązania starej nordyckiej normy (NN75, SuperTelemark, Riva) rządzą :). Jeżeli już wybierać wiązania w nowej normie to do turystyki najlepiej brać wersje manualne.

Zakończyliśmy w Sławkach. No dobra, to tyle. Zdjęcia będą jak Ksawery i Agnieszka dodadzą własne relacje.

Na koniec jeszcze jakby ktoś potrzebował wyrypiarskiej inspiracji lub uzupełnienia braków w lekturze to podsyłam linka:

Dystans

20m

Organizator wycieczki

dracono

Komentarze

"miałem wrażenie, że pod

"miałem wrażenie, że pod koniec nie mogła się doczekać kolejnego wyzwania" słuszna interpretacja :) Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja się spotkać w ekipie gdzieś, kiedyś w nieodległej przyszłości ;)